piątek, 20 lutego 2015

Zniszcz ten dziennik???

Podczas dzisiejszych zakupów w wiadomym studenckim sklepie moją uwagę zwróciła książka o tytule znajdującym się w tytule posta. Podeszłam, biorę ją do ręki, myślę: chyba widziałam coś o niej w internecie... Pierwsza strona: "napisz swoje imię (na białej kartce) białym kolorem... napisz swoje imię nieczytelnie....". Gdzieś w środku: "zaklej tę kartkę wycinkami z gazet... zabazgraj... podrzyj tę stronę... narysuj to i to". Patrzę: obok kolejna książka tej samej autorki, której nazwiska nawet nie zapamiętałam (ba! nie starałam się o to nawet), Pod tytułem adnotacja: "Książka autorki światowego bestselleru Zniszcz ten dziennik". Bestselleru?! Kto się dał na to nabrać? Kto dał sobą tak łatwo zmanipulować? Co się stało z naszym społeczeństwem, społeczeństwem XXI wieku, że takie coś uważa za bestseller? Coś, co nie pobudza do własnej, niezależnej twórczości, wyrażania siebie na swój własny, unikalny sposób?
Gdy będę chciała pognieść czy spalić kartkę, a wcześniej ją zupełnie zabazgrać to po prostu wezmę kartkę i to zrobię. Nie muszę mieć do tego specjalnego "dziennika-bestselleru", który będzie mi mówił co mam dzisiaj zrobić. Niech to byłyby jakieś konkretne rady, przynoszące jakieś pozytywne efekty... Przypominają mi się teraz ćwiczenia, które rozwiązywałam w wieku przedszkolnym. Miały podobną formę: "pokoloruj kwadraty na żółto... otocz pętlą wszystkie instrumenty muzyczne...". Tylko, że one rozwijają człowieka na danym etapie rozwoju, nie cofają go lub zatrzymują tylko po to, żeby nie stał się za bardzo produktywny... Przeżyłam szok. Cofamy się. Szkoda, że to jest regresja trochę z własnego wyboru.
No, tyle z moich dzisiejszych frustracji. Żeby sobie dzisiaj je zrekompensować spędzam miły wieczór z naleśnikami z truskawkami (mrożonymi, ale z własnego ogrodu!) i LP3 w tle. I pogoda coraz bardziej wiosenna - chciałoby sie powiedzieć: wiosenniejsza! ;)

7 komentarzy:

  1. Po prostu uwielbiam książki-poradniki z serii " uwaga pomogę zmienić Twoje życie" albo "ulżyj cierpieniom duszy za jedyne 29,99Zł". Żenada czym nas karmią... Ale chyba takie czasy niestety nastały, że wszędzie wypełniają nam mózgi shitem.
    Naleśniki <3 też się nimi dziś raczyłam, ale w wersji z jabłkiem i cynamonem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Społeczeństwo artystów. ;-) Może to zabrzmi brutalnie, ale nie rozumiem tego nagłego trendu bycia artystycznym, kiedyś taki "bestseller" nawet do wydawnictwa by nie trafił. Teraz im człowiek "inniejszy" tym bardziej artystyczny i to zaczyna mnie nieco przerażać, bo takie monstra intelektualno-wizualne zmienią świat na taki jak w Igrzyskach Śmierci w Panem był. oO

    Naleśniki z truskawkami. <3 W moim mieście jest super naleśnikarnia, w której bywam dość często i zawsze zamawiam naleśnika z jakimś tam serkiem w formie sosu, malinami, jagodami, brzoskwiniami i truskawkami. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem szczerze, że na początku też mnie nie przekonał Zniszcz Ten Dziennik, ale muszę przyznać mu co najmniej jeden plus - moi nastoletni kuzyni przynajmniej nie siedzą całymi dniami przed komputerem. Pokazywali mi swoje Dzienniki i do niektórych zadań podeszli naprawdę niestandardowo, więc to chyba jednak coś daje ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A to jest ciekawe spostrzeżenie - chcemy być kreatywni, ale coraz bardziej nasza twórczość przebiega dokładnie zgodnie z instrukcją. W ogóle mam wrażenie, że wszystko niedługo będziemy robić jak ktoś chce.

    OdpowiedzUsuń
  5. W tym wypadku się nie zgodzę. Choć "Dziennik" wielu ludzi traktuje sztampowo, trzymając się instrukcji z klapkami na oczach, tak jest cała masa mega artystycznych osób, które do nich podchodzą nietypowo - nie bezpośrednio. Osobiście książki nie posiadam i raczej posiadać nie będę, choć pewnie dla niektórych jest to dobry odstresowywacz. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również uważam, że Zniszcz Ten Dziennik jest fajną formą twórczej zabawy. Nie trzeba przecież tak naprawdę niszczyć dziennika tylko można go po prostu przyozdabiać. Jeśli kogoś stać, żeby wydać 30 zł na taką "książkę", to dlaczego nie? Poza tym nie trzeba ślepo wypełniać stron, tam są tylko wskazówki. Nie hejtujmy tak od razu...

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm, no ale bestseller, to z definicji coś, co się dobrze sprzedaje. Taki napis na okładce nie sugeruje wyróżniającej się wartości artystycznej. "Pięćdziesiąt twarzy Greya" to też bestseller, ale chyba nikt nie podejrzewa, że jest to dzieło wysokich lotów.

    OdpowiedzUsuń