środa, 23 października 2013

kinder ziemniak party

Jeden z nielicznych dni w tygodniu, w którym wracamy stosunkowo wcześnie. Obiad ugotowałyśmy i zjadłyśmy, gotowe stawić czoła chemii i kończynce górnej. I tu: uwaga - punkt kulminacyjny! Mamy imprezę z okazji Dnia Ziemniaka na osiedlu. Nic więcej nie muszę chyba mówić. Wesoło, mam nadzieję, że do 18 się skończy...

niedziela, 20 października 2013

Kawa

W trzecim tygodniu skończyła się kawa. Towar pierwszej potrzeby u studentów, jak widać. Podobno kawa chroni przed nowotworem jelita. A cynamon pobudza podczas nadmiernej senności. Połączenie idealne: wydłużę sobie i życie, i dzień. Naciągane to takie, ale chociaż jakiś plus. 
Więc plany na wieczór to kawa z Netterem. Prosi się ciągle, żebym znalazła dla niego trochę czasu... biedaczek.

sobota, 12 października 2013

Świętowanie

Tydzień temu piątkowe popołudnie było usprawiedliwione. Przeżyłyśmy pierwszy tydzień studiów, trzeba było to uczcić. I wtedy też obiecałyśmy sobie, że za kolejnym razem będziemy świętować pierwsze zdane kolokwium jakoś w listopadzie. Ale dlaczego czekać do listopada, kiedy wpada nam wspaniała piąteczka (5, tak, 5!!) z pierwszych ćwiczeń z biofizyki? Przy niej nawet widmo zbliżającego się mini-koła z rąsi, najprawdopodobniej też zawalonych dwóch wejściówek w tamtym tygodniu nic nie znaczą. Niby szczegół, a cieszy. I może pomoże wyciągnąć na zerówkę. No i sprawia, że jest okazja do "świętowania"! :)
Jeśli dalej tak nam będzie szło to zbankrutujemy. 

A tymczasem w 3. całkiem przyjemny koncert grają. Można leżeć i słuchać, prof. Olgierdowi Narkiewiczowi i Frankowi Netterowi pewnie też to się podoba :). 

czwartek, 10 października 2013

Bilans

Jak to jest, że wracam po wyczerpującym dniu o 17 do domu, po 4h babrania się w odczynnikach chemicznych i plamienia fartucha, całkiem z siebie zadowolona, bo poranna anata nie była taka zła jaką się wydawała być, i nawet mam jakąś motywację do działania, i nawet chciałabym już coś zrobić, ale nie mam siły. Jem szybki studencki obiad z dwóch ziemniaków i jakiegoś słoika, siadam do komputera żeby coś sobie ściągnąć czy przeczytać, a jak podniosę znad niego głowę jest już ciemno. I taki schemat się powtarza, co sprawia, że dni mijają bardzo szybko i jutro już skończy się drugi tydzień studiów, a ja mam wrażenie jakby trwały one od zawsze.

Bilans uczelniany:
1) omal nie spóźniłam się na pierwszy wykład z anatomii
2) nawet chodziłam spać o ludzkiej porze
3) napisałam dwie wejściówki
4) pobrudziłam fartuch błękitem pruskim 
5) zrobiłam badania lekarskie

Nie było najgorzej ;)




piątek, 4 października 2013

Tydzień pierwszy za mną

Wrażenia? Nie wiem. Niektóre przedmioty zaczynamy dopiero w przyszłym tygodniu, więc ostra jazda ze studiami dopiero wtedy się zacznie. Chociaż anatomia już powoli daje popalić. Mokre preparaty mieliśmy na drugich ćwiczeniach. Najpierw mieliśmy kości, potem mięśnie rąsi. Kończyny jedne w lepszym, inne w gorszym stanie mamy, ale to co najważniejsze udało nam się zobaczyć i rozpoznać. Jakieś zahamowania na początku były, musiałyśmy prosić chłopaków, żeby przenieśli nam naszą kończynę na inny stół, ale zaraz potem pęsety i atlasy poszły w ruch i było całkiem ciekawie ;) Histologia to na razie jeden wielki kosmos, którego nie potrafimy zrozumieć, a na kolejnym seminarium czekają nas wejściówka i wyjściówka. W przyszłym tygodniu już sobie raczej nie pośpię do 9 ani razu, ale we wtorki i w piątki mam na 10, więc nie jest źle. Zapowiada się miły weekend w towarzystwie profesorów i innych doktorów (re)habilitowanych, którzy uraczyli  nas, biednych, nieumiejętnych studentów swoją wiedzą w jakże ciekawych książkach zawartą. A jeszcze jakieś porządki należałoby zrobić... 

Fakt, iż studentką jestem dotarł do mnie dziś w tramwaju, gdy ponury wzrok kontrolera kazał mi pokazać bilet i legitymację, a ja z przyzwyczajenia chciałam wyciągnąć legitymację szkolną.  Odebrałam jednak swoją kartę miejską, doładowałam ją i teraz mogę jeździć do woli, od jednego świtu do drugiego świtu, jeśli tylko znajdę czas. Bo nasz koleś od biofizyki, zachęcając nas dzisiaj do lektury jakiejś książki stwierdził, że znalezienie 1h wolnego czasu na naszym kierunku jest ciężkie, a jeśli już ktoś tę jedną godzinę znajdzie to niedobrze. W sensie, że wcale mu dobrze nie rokuje. To ciekawe, bo od wczoraj miałam względnie spokojny czas i nawet z nudów prasowałam! Można już więc chyba obstawiać, kiedy zakończę swoją przygodę ze studiami.